Showing posts with label podręcznik. Show all posts
Showing posts with label podręcznik. Show all posts

24/10/2010

(368) An Introduction to Contemporary Epistemology

Słownikowa definicja głosi, że epistemologia vel teoria poznania to "dział filozofii traktujący o przedmiocie, treści, procesach, sposobach, granicach i kryteriach ludzkiego poznania". Brzmi to tyleż mądrze, co ogólnie. Gdzie na przykład biegnie granica pomiędzy epistemologią a psychologią? Jak odróżnić zmagania teoriopoznawcze od dociekań typowych dla nauk kognitywnych? Można tu powoływać się na kryteria metodologiczne, można też po prostu przyjąć — i wiele w tym będzie słuszności — że linie demarkacyjne są nieostre. Ale można także uprościć definicję, tak jak czyni to Jonathan Dancy w drugim zdaniu Wprowadzenia do współczesnej epistemologii: Epistemologia to studium wiedzy (w najbardziej ogólnym tego słowa znaczeniu) i studium usprawiedliwiania przekonań.

08/08/2010

(362) Philosophy of Mind

Czym jest umysł? Czym jest poczucie własnego jestestwa, "siedzenie we własnej głowie"; owa intymna relacja psychologiczna, której każdy doświadcza w odniesieniu do siebie samego — i tylko do siebie samego?

W czasach nowożytnych pierwszym, który poważnie wziął się za bary z zagadnieniem, był Kartezjusz. Zaproponowany dualizm fizycznego ciała i niefizycznego ducha można odnaleźć jeszcze u Platona, ale to właśnie francuski uczony nadał mu nowoczesny i filozoficznie precyzyjny kształt. Z oczywistych powodów jego teoria wydawała się atrakcyjna dla teologów chrześcijańskich, z czasem jednak straciła uznanie w oczach świeckich metafizyków. No bo jak spójnie opisać mechanizm, który pozwalałby na komunikację czegoś niefizycznego z czymś fizycznym? I gdzie właściwie kauzalne połączenie między res extensa i res cogitans ma być umiejscowione? W szyszynce, jak sugerował sam Kartezjusz? Jasne; Renego zdisowała jeszcze za życia księżniczka Elżbieta z Bohemii.

28/07/2010

(357) Rękopis znaleziony w smoczej jaskini

Wejdźmy na Plotka. Przejrzyjmy notki. Wczytajmy się w komentarze pod jednym z nich. Co je łączy? Beznadziejne nicki autorów! A wystarczyłoby sięgnąć po Rękopis znaleziony w smoczej jaskini, powertować rozdział siódmy (Materia Magica) i rychło, jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki, anetka14 przeistoczyłaby się w La Vibrię, fan_ewy_farny — w Ogra Duńczyka, a blackdress stał(a)by się równie bezpłciowym(ą) i tajemniczym(ą) Sidhe.

Choć od wydania Rękopisu... minęło prawie dziesięć lat, niegruby podręcznik Andrzeja Sapkowskiego wciąż nie doczekał się konkurencji na polskim rynku. I to pomimo faktu, że "Kompendium wiedzy o literaturze fantasy" jest tytułem na wyrost; zdecydowanie bardziej pasowałby "Fantastyczny leksykon na luzie". Z drugiej strony chyba właśnie swobodnym podejściem do tematu okraszonym charakterystycznym stylem zawiesił autor poprzeczkę na tyle wysoko, że jego koledzy po piórze po dziś dzień boją się rzucić mu wyzwanie, wiedząc, że mogliby skończyć jak, dajmy na to, Cuchulainn.

Wytknięto Sapkowskiemu szereg błędów merytorycznych. Tylko co z tego? Już zważywszy na formę nie należy traktować Rękopisu... jako encyklopedii z prawdziwego zdarzenia. Stokroć lepiej uznać książkę, zgodnie z zamysłem pisarza, za gawędziarski przewodnik po gatunku i mitologii. Wtedy lektura stanie się przyjemnością czystą, a nie grzeszną. Poza wyżej wspomnianą "Materią magicą" czekają tu więc na nas rozważania nad definicją gatunku, galeria ojców-założycieli, rozprawka o stosunku science-fiction i mainstreamu do fantasy, przegląd pojęć oraz podgatunków, bestiariusze "obiektywny" i "subiektywny"... oraz jeszcze kilka innych atrakcji.

Nie sposób też nie pochwalić bardzo schludnego wydania Rękopisu.... superNOWA chciała chyba odpokutować niesławne drukowanie cyklu wiedźmińskiego na papierze toaletowym.

★★★★☆☆

10/07/2010

(358) A Survey of Metaphysics

Argument McTaggarta ambitnie dowodzi nieistnienia czasu. Wyobraźmy sobie bowiem, że poproszono nas, byśmy słowami opisali jego bieg, lub, mówiąc konkretniej, rozkład zdarzeń na temporalnej osi. Do dyspozycji mamy dwie strategie powiązane ściśle z dwoma rodzajami wyrażania się o czasie. Przede wszystkim możemy więc używać dynamicznych określeń typu "rok temu", "dzisiaj", "za pięć minut", "za dwa lata", które ustanawiają relacje pomiędzy każdym zdarzeniem a teraźniejszością. Alternatywa polega natomiast na korzystaniu z określeń statycznych, które porządkują wydarzenia w chronologiczny szereg — zdarzenie B miało miejsce trzy dni po zdarzeniu A, ale rok przed zdarzeniem C. W tym drugim przypadku odwołania do chwili teraźniejszej są zbędne (choć wciąż możliwe).


Paradoks McTaggarta polega na tym, że o ile druga strategia opisu czasu jest niewystarczająca, o tyle pierwsza prowadzi do sprzeczności. Określenia statyczne nie oddają istoty czasu, jaką jest nieustająca zmiana; raz ustanowiony szereg chronologiczny zawsze będzie przecież taki sam, bo początek Drugiej Wojny Światowej będzie 21 lat po końcu Pierwszej zarówno jutro jak i w następnym wieku. Zresztą, w analogiczny sposób moglibyśmy opisać przestrzenny porządek jakichś przedmiotów, a nie ulega wątpliwości, że wymiar czasowy różni się w zasadniczy sposób od przestrzennego. Typowa dla czasu zmiana zawiera się więc tylko w określeniach dynamicznych: dzisiaj jutro jest jutrem, ale pojutrzem będzie już futrem, przepraszam, dniem wczorajszym. I tu leży pies pogrzebany: Skoro czas płynie i skoro w jego opisie musimy korzystać z wyrażeń drugiego typu, wygląda na to, iż każde zdarzenie zdarza się jednocześnie w przeszłości, teraźniejszości i przyszłości. "To absurd", zakrzyknie chłopski filozof. "Każde zdarzenie najpierw jest w przyszłości, potem w teraźniejszości, a wreszcie w przeszłości". Niestety, odpowiada McTaggart, stosując stopniowanie typu najpierw-potem-wreszcie, tłumaczymy bieg czasu biegiem czasu. A inaczej się nie da. Zatem: albo sprzeczność, albo regres.

Przegląd metafizyki E. J. Lowe'a nie jest bynajmniej poświęcony różnorakim metafizycznym paradoksom, choć znajdziemy ich tutaj więcej: zagadkę statku Tezeusza, paradoks tysiąca i jednego kota (nie mylić z kotem Schrödingera), Zenonowe paradoksy ruchu, problem nieprzystających części Kanta (Kanta jest problem, nie części). Zgodnie ze swą nazwą, podręcznik dokonuje przeglądu głównych dziedzin i zagadnień metafizyki: od meta-metafizyki, poprzez problematykę tożsamości, zmiany, konieczności, możliwości, przyczynowości, warunkowości, agencji, działań, zdarzeń, czasu i przestrzeni, a skończywszy na uniwersaliach i partykulariach. Wydech.

Lektura fascynująca, choć wymagająca skupienia i czasu. Lowe traktuje swoją książkę jako wprowadzenie w temat, używa więc nietechnicznego języka, ale wodolejstwa u niego nie znajdziemy. Wręcz przeciwnie: Całość jest treściowo gęsta. Niejako przy okazji podręcznik udowadnia, że ze wszystkich przedmiotów humanistycznych metafizyka ma najwięcej wspólnego z naukami ścisłymi. I że za używanie przymiotnika "metafizyczny" jako synonimu "paranormalny" należy się mocne klapśnięcie indorem.

★★★★☆☆